piątek, 1 września 2017

Klasyk wiecznie żywy czyli francuski Croque - Monsieur


Mówi się, że stara miłość nie rdzewieje. Takim uczuciem darzę kuchnię francuską. Mam kulinarne skoki w bok, ale kuchnia francuska zawsze będzie u mnie na pierwszym miejscu. I nic chyba tego nie zmieni.

Dzisiaj wyruszam w podróż do Francji, więc przez ostatnie dni dużo było u mnie francuskich smaków. Wertowałam stare książki kucharskie, ale też zamówiłam nowe, planowałam miejsca, które chcę odwiedzić, czego spróbować i co kupić. Oczywiście przydałby mi się tydzień więcej na te plany, chociaż wiem, że nawet jak bym go miała, to i tak czasu jak zawsze byłoby za mało.

Dzisiaj zostawiam Wam przepis na francuski klasyk Croque - Monsieur. Dwa kawałki opieczonego chleba tostowego, szynka, ser Gruyere i sos Mornay (czyli beszamel z dodatkiem sera). Składniki są niepozorne, ale to naprawdę pyszne danie. W dodatku bardzo sycące. Jedną kanapką można nakarmić bardzo głodną osobę. Można oczywiście przyrządzić Croque - Monsieur z dobrego pszennego chleba na zakwasie. Będzie równie pysznie.

Chleb tostowy piekę sama albo kupuję w małej piekarni, gdzie robią go z bardzo krótkiej listy składników. Bez dodatków, których staram się unikać.

Jeżeli chcecie upiec sami taki chleb, to polecam przepis (oczywiście francuski ;-)), który znajdziecie TUTAJ

A teraz zmykam w drogę, a Wy możecie zaplanować na śniadanie Croque - Monsieur ;-)
Bon Appétit


Croque - Monsieur

4 porcje

8 kawałków chleba tostowego
8 plastrów szynki bez skóry wielkości kromki chleba
8 plastrów sera Gruyere* wielkości kromki chleba
60 g masła

sos Mornay
70 g masła
1/2 szklanki mąki pszennej
2 szklanki (500 ml) mleka
60 g tartego sera Gruyere*
1/2 łyżeczki świeżo startej gałki muszkatałowej
sól i pieprz do smaku

posiekany szczypiorek 

W rondlu rozpuścić masło. Dodać mąkę i cały czas ją mieszając przesmażać (ok 3-5 minut), aż zacznie tworzyć się coś w rodzaju dużej kluski. Nie przestając mieszać, wlewać wąskim strumieniem mleko. Mieszać, aż masa zagotuje się i powstanie gęsty, gładki sos. Jeżeli powstaną grudki, to sos trzeba przez chwilę bardzo energicznie mieszać albo zmiksować blenderem.
Dodać ser i zamieszać, aż rozpuści się i połączy się z sosem.

Sos doprawić do smaku solą, pieprzem i gałką muszkatałową. 

Posmarować masłem kromki chleba po jednej stronie. Cztery plastry ułożyć na dużej blasze wyłożonej papierem do pieczenia posmarowaną stroną do blachy.

Na chlebie położyć w kolejności:

 1 plaster sera 
1 dużą, kopiastą łyżkę sosu
2 plastry szynki
1 dużą, kopiastą łyżkę sosu
1 plaster sera 

 Całość przykryć kromką chleba stroną posmarowaną masłem do góry.

Wstawić blachę do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i piec około 10 minut do zrumienienia wierzchu i rozpuszczenia sera w środku.

Podawać od razu. 

Wierzch można posypać szczypiorkiem.


*Najbardziej znany jest oczywiście szwajcarski ser Gruyere. Francuzi mają również prawo do wytwarzania sera o tej nazwie. W odróżnieniu od szwajcarskiego, francuski ser ma dziury wielkości od ziarnka grochu do wiśni. Na opakowaniu musi znajdować się informacja, że ser pochodzi z Francji. Często znajduje się również herb Sabaudii, francuskiego regionu, w którym jest produkowany.





Przepis Eric Kayser

sobota, 26 sierpnia 2017

O mojej słabości do pikantności i zapiekane jajka z harissą i fetą w sosie pomidorowym na śniadanie.


Jakiś  czas temu zauważyłam, że moja kuchnia robi się coraz bardziej pikantna. Wśród moich zakupów zawsze znajdzie się kilka papryczek chilli, słoik marynowanych jalapeno i ostre chorizo, a na kuchennej półce rozrastasta się dział pikantnych przypraw. Domownicy są zadowoleni z tych zmian, a ja jestem szczęśliwa, kiedy czuję ostrość w potrawie. 

Gdybyśmy mieli teraz zimę, tłumaczyłabym to potrzebą rozgrzania organizmu, ale czemu tak jest w lecie, to nie wiem. Może ciągle szukając nowych smaków, odkryłam nieznany mi wcześniej świat pikantności, a może jest to związane z moim uzależnieniem od endorfin czyli hormonów szczęścia ;-). W końcu przecież dowiedziono, że zawarta w papryczkach chilli kapsaicyna stymuluje organizm do ich produkcji. Oprócz tego działa przeciwbakteryjnie, wzmaga metabolizm, obniża ciśnienie krwi... czyli same korzyści, a mój organizm sam to wyczuwa ;-).

W pikantnych potrawach dobre jest to, że możemy dawkować sobie ostrość według własnych preferencji i upodobań. 

Dzisiejsza moja propozycja śniadaniowa na perskie zapiekane jajka z pomidorami i fetą jest pikantna, ale niezbyt mocno. Oczywiście można ją złagodzić zmniejszając ilość pasty harissa. Pozostałe przyprawy (kolendra, kumin, kurkuma i cynamon) nadają daniu bogactwo aromatu. Początkowo dodatek cynamonu do jajek bardzo mnie zaskoczył, ale teraz jestem zachwycona tym, że znajduje się w tej mieszance przypraw. Nie rezygnujcie z niego.

Do tego dania używam greckiej, owczej fety sprzedawanej na wagę. Warto zastosować "prawdziwą" fetę, a nie mazisty ser pakowany do prostokątnych opakowaniach, które tylko fetę udają. Różnica w smaku jest bardzo duża.

Pastę harissa można łatwo kupić w sklepach z arabską żywnością i w większości supermarketów. Sprzedawana jest w słoiczkach lub w puszkach. Można ją też łatwo zrobić samemu. Przepis znajdziecie TUTAJ. Jest tam również przepis na grzanki z masłem z dodatkiem harissy i mozarelli. Bardzo je polecam, bo są pyszne.

Jeżeli podoba Wam się dzisiejsza propozycja śniadaniowa, zajrzyjcie też TUTAJ. Znajdziecie tam przepis na menemen - tureckie danie śniadaniowe, podobne do dzisiejszego.




Zapiekane jajka z harissą i fetą w sosie pomidorowym

przepis na 4 porcje

4-6 łyżek oliwy
5 dużych ząbków czosnku (pokrojonych w cienkie plasterki)
3 duże czerwone czerwone cebule (pokrojone w 3-4 mm półksiężyce)
2 łyżeczki kurkumy
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 łyżeczka mielonego kuminu (kminu rzymskiego)
1/2 łyżeczki mielonego cynamonu
3 łyżki pasty harissa 
6 dużych pomidorów (ze skórką lub bez, ale bez gniazd nasiennych, pokrojonych w 1 cm kostkę) 
1 puszka (400 g) posiekanych pomidorów w sosie własnym
sól morska do smaku
40 g posiekanych listków i łodyżek świeżej kolendry (duży pęczek)
300 g sera feta (pokrojonej w 2,5 cm kostkę)
8 jajek

Na dużej patelni rozgrzać oliwę. Dodać czosnek i cebulę. Smażyć mieszając, aż zmiękną i zaczną stawać się szkliste. Dodać kurkumę, kolendrę, kumin i cynamon. Wymieszać i dodać pastę harissa. Wymieszać ponownie i dodać świeże pomidory i z puszki. Posolić do smaku i ponownie zamieszać. Kiedy całość zacznie wrzeć, zmniejszyć ogień i dusić 15-20 minut. Mieszać od czasu do czasu. 

Nagrzać piekarnik do 180 stopni C.

Dodać do sosu pomidorowego połowę fety i posiekanej kolendry i delikatnie wymieszać. Przełożyć sos do 1 dużego naczynia do zapiekania lub do 4 indywidualnych. W sosie zrobić zagłębienia (8 w dużym naczyniu, po 2 w pojedyńczych naczynkach) i wbić w nie jajka. Na wierzchu ułożyć resztę fety.
Wstawić naczynie/naczynia do piekarnika i zapiekać całość 10-12 minut. Białko jajek powinno się ściąć, a wnętrze żółtek powinno zostać płynne.
Wyjąć danie z piekarnika i posypać jego wierzch kolendrą.

Podawać od razu.



Przepis Sabrina Ghayour z książki "Persiana"

niedziela, 20 sierpnia 2017

Jagodzianki na zakończenie wakacji.




Pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie. Wczoraj rano poszłam po zakupy w najcieńszej, jedwabnej sukience (która tylko pozwala zachować pozory, że mam coś na sobie ;-)) i było mi i tak za gorąco. A wieczorem wyciągnęłam wełniany sweter i koc, chcąc się ogrzać.

Dobrze, że mam za sobą wakacje nad polskim morzem, bo pogoda tam zawsze mnie hartuje do niskich temperatur. 

Było słonecznie i deszczowo, wietrzyście i burzowo, ale na pewno nie było gorąco. Mimo takiej zmniennej i nierozpieszczającej ciała aury, za nic nie zamieniłabym wakacji nad naszym morzem na inne miejsce. Nawet w szczycie sezonu można znaleźć plaże, na których jest pusto, a kiedy pada deszcz lubię czytać książki nie patrząc na upływający czas. 

Jest jeszcze wiele rzeczy, które sprawiają mi radość w czasie wakacji nad morzem. Świergot ptaków, który budzi mnie jeszcze przed świtem, coraz jaśniejsze potargane na wietrze włosy, piasek, który można znależć w każdym zakamarku domu, wypłowiały na słońcu, własnoręcznie uszyty stary parawan i ciemność nocy, jaką da się zaobserwować tylko z dala od miasta.  Małe rzeczy, dla wielu bezwartościowe, ale dla mnie bardzo ważne i cenne. 

Nad morzem w lesie nawet pod koniec sierpnia można znaleźć jagody. Piekę z nich jagodzianki, które znikają zanim zdążą wystygnąć. Rodzina, znajomi, przyjaciele i sąsiad zza płotu ;-) co roku są testerami moich nowych wypieków. Teraz możecie być i Wy :-).

Ciasto, które zrobiłam do nich jest bardzo delikatne i maślane. Pachnie lekko skórką z cytryny i wanilią. 
Piekłam z niego też ciasto w dużej formie posypane owocami i kruszonką, a także zawijane ślimaczki z owocami i marcepanem.

Do nadzienia bułeczek można użyć praktycznie każdych owoców. Do tych bardziej soczystych jak maliny lub truskawki, dobrze jest dodać odrobinę mąki ziemniaczanej jak w poniższym przepisie z nadzieniem jagodowym. 












Jagodzianki

ciasto
250 ml mleka
20 g świeżych drożdży
10 g cukru
150 g masła (stopionego i wystudzonego do letniej temperatury)
2 jajka
2 żółtka 
70 g cukru
skórka starta z 1/2 dużej cytryny
1 łyżeczka pasty z wanilii lub naturalnego ekstraktu
2 łyżki oleju o neutralnym smaku
650 g mąki pszennej (typu 550)
szczypta soli

nadzienie
300 g jagód (lub innych owoców)
1 łyżeczka mąki ziemniaczanej
50 g cukru
1 opakowanie cukru waniliowego z prawdziwą wanilią

wierzch
1 jajko
cukier

Mleko podgrzać do letniej temperatury i wymieszać z drożdżami i 10 g cukru. Odstawić na 5 minut. Dodać pozostałe składniki i miksować całość (końcówki haki) przez 5-7 minut do uzyskania gładkiego i elastycznego ciasta.

Miskę z ciastem przykryć ściereczką lub kawałkiem folii spożywczej i odstawić do wyrastania na 1 godzinę. Ciasto powinno podwoić swoją objętość.

Wymieszać w miseczce składniki nadzienia.

Wyrośnięte ciasto przez chwilę wyrabiać dłońmi, żeby je odgazować. Z ciasta odrywać kawałki wielkości piłeczki do tenisa. Rozpłaszczać każdy kawałek na dłoni, żeby uzyskać placuszek grubości około 1 cm. Na środek nałożyć 2 -3 łyżeczki nadzienia. Złączyć brzegi mocno ściskając końcówki ciasta i utoczyć w dłoniach bułeczkę.
Układać je na dużej blasze (łączeniem do dołu) wyłożonej papierem do pieczenia zachowując 3-4 cm odstępy. Odstawić bułeczki do ponownego wyrastania na 20-30 minut.
Nagrzać piekarnik do 180 stopni C.

Wierzch bułeczek posmarować rozbełtanym jajkiem i posypać cukrem. 

Wstawić do piekarnika i piec do zezłocenia wierzchu około 20 minut. Upieczone przełożyć na kratkę do wystudzenia.


wtorek, 25 lipca 2017

Aperol Spritz. Sernik i drink. Idealne na lato.



Gorące lato i zimny Aperol Spritz to połączenie idealne. Parę lat temu w jednym ze starych, urokliwów miasteczek włoskiego regionu Emilia Romagna wypiłam go pierwszy raz. 
Było to u schyłku lata, dzień był upalny i pełen wrażeń. Kilkoro Amerykanów i dwie Polki od kilku dni zwiedzali tę część Włoch na zaproszenie słynnej szkoły kulinarnej. Amerykanie jeździli busikiem, a Polki limuzyną z najbardziej urokliwym na świecie kierowcą ;-)

Śmiech, żarty, pyszne jedzenie. mocna kawa i dobre wino towarzyszyły nam praktycznie w każdej chwili tej podróży. Od momentu, kiedy wysiadłyśmy na lotnisku w Bolonii i czekał na nas kierowca, żeby zabrać nas w nieznane ;-), do chwili, kiedy pędziliśmy z powrotem praktycznie bez szans, żeby zdążyć na samolot.

Cała ta podróż była pełna niespodzianek, odkrywania nowych smaków i wrażeń, które zostaną w mojej pamięci na zawsze.
W czasie tej wyprawy, podczas jednego gorącego popołudnia, kiedy przyszedł czas na posiłek, jako aperitif podano nam Aperol Spritz. Zimny, aromatyczny i wściekle pomarańczowy. W pierwszej chwili kolor zmroził moje poczucie estetyki ;-), ale po pierwszym łyku wiedziałam, że nie ma nic lepszego na gorący dzień. 
Od tego czasu byłam wiele razy we Włoszech i praktycznie zawsze, kiedy słońce świeci, zamawiam Aperol Spritz. I za każdym razem moje myśli biegną do tej chwili, kiedy wypiłam go po raz pierwszy.

Aperol Spritz przyrządza się z likieru Aperol, prosecco, wody gazowanej, lodu i cząstki pomarańczy (czasami też nadzianej na wykałaczkę oliwki). Proste składniki w odpowiednich proporcjach tworzą drink idealny. 



Aperol powstał w Padwie we Włoszech w 1919 roku w firmie Barbieri. Popularny stał się jednk dopiero po II Wojnie Światowej.
Jego skład (i moc 11%) nie zmieniły się przez te wszystkie lata. Proporcje i składniki są oczywiście tajemnicą producenta (teraz firmy Campari), ale wiadomo, że ma w sobie słodką i gorzką pomarańczę, rabarbar i wyciągi z ziół.

W lecie idealnie smakuje nie tylko drink, ale i sernik Aperol Spritz. Lekko pomarańczowa w smaku masa serowa przykryta jest warstwą galaretki, która jest praktycznie drinkiem w formie stałej.

Tym przepisem żegnam się z Wami do drugiej połowy sierpnia. Przede mną długo oczekiwane wakacje z nieprzewidywalną pogodą i zimną wodą w Bałtyku.
 Na to czekałam i tego potrzebuję ;-)
Będę gotować i piec (tam czeka na mnie działający piekarnik ;-)), ale nowe przepisy pojawią się po powrocie.
Wypoczywajcie i cieszcie się letnimi dniami.




Aperol Spritz

kostki lodu
pomarańcza w plastrach (ze skórką)
3 części prosecco
2 części Aperola
1 część wody gazowanej

Do szklanki/kieliszka włożyć kostki lodu. Wlać schłodzone prosecco i Aperol. Dopełnić wodą gazowaną. Na wierzch położyć pół plasterka pomarańczy. 


Sernik Aperol Spritz

spód i boki
300 g ciasteczek Oreo
2 łyżki gorzkiego kakao (bez cukru)
90 g rozpuszczonego masła
olej do wysmarowania formy

masa serowa
560 g serka śmietankowego Philadelphia* (w temperaturze pokojowej)
150 g serka mascarpone (w temperaturze pokojowej)
150 g cukru pudru
150 ml śmietanki kremówki 36%
starta skórka z 2 pomarańczy

galaretka Aperol Spritz
100 ml Aperolu
265 ml prosecco
30 ml wody gazowanej
20 ml syropu cukrowego**
6 płatków żelatyny***

*serek Philadelphia idealnie zastąpi serek śmietankowy Twój Smak z Piątnicy.
** syrop cukrowy otrzymuje się przez doprowadzenie do zagotowania tej samej ilości wody i cukru (na przykład 2 łyżki {po 15 ml objętości} cukru i 2 łyżki wody). Składniki trzeba wymieszać, żeby się rozpuściły. Syrop można przechowywać w lodówce do 3 miesięcy. Idealnie nadaje się do słodzenia drinków. 
***żelatynę w płatkach dr Oetker można kupić w większości supermarketów.


Przygotować spód.
Tortownicę o średnicy 20 cm posmarować olejem o neutralnym smaku.
Ciasteczka lekko połamać i włożyć do pojemnika malaksera razem z kakao. Zmiksować na proszek. Dodać rozpuszczone masło i ponownie zmiksować do połączenia.

Masę okruszkową z ciastek wyłożyć do formy i mocno dociskając dłońmi uformować spód i brzegi, które nie powinny być grubsze niż 5 mm. Brzegi powinny sięgać do 3/4 wysokości formy. Pozostawić je u góry poszarpane i trochę cieńsze niż w dolnej części.
Włożyć formę do lodówki na 30 minut (lub dłużej), żeby całość zastygła i stwardniała.

Przyrządzić masę serową.
 Odlać z serków ewentualny nadmiar płynu.
Do miski miksera włożyć oba rodzaje serków (w temperaturze pokojowej) i cukier puder. Zmiksować do połączenia i uzyskania gładkiej masy. Dodać kremówkę i skórkę z pomarańczy. Ponownie miksować, aż masa lekko zesztywnieje.
Masę wyłożyć na schłodzony spód. Wyrównać wierzch szpatułką lub spodem łyżki. Wstawić do lodówki na całą noc.

Przyrządzić galaretkę Aperol Spritz.
W misce wymieszać delikatnie Aperol, prosecco, syrop cukrowy i wodę gazowaną.
W drugiej misce namoczyć w zimnej wodzie płatki żelatyny przez 5 minut.

Odlać do rondelka 100 ml płynu i podgrzać prawie do zagotowania. Odcisnąć żelatynę i dodać do gorącego płynu. Wymieszać i połączyć z pozostałą (niepodgrzewaną) częścią warstwy wierzchniej.
Wystudzić do temperatury pokojowej.
Przelać masę Aperol delikatnie na wierzch sernika.
Wstawić ponownie do lodówki do całkowitego stężenia galaretki na około 8 godzin, a najlepiej na całą noc.

Formę wyjąć z lodówki na 20 minut przed podaniem. Delikatnie oddzielić nożem brzegi sernika od formy i wyjąć ciasto na paterę.



Przepis z modyfikacjami z Delicious magazine

niedziela, 23 lipca 2017

Letnie słodkości i przyjemności. Sernik Gin & Tonic (bez pieczenia).



Gin z tonikiem to był jeden z pierwszych drinków, jakie poznałam w "dorosłym" życiu. Wydawał mi się taki "światowy";)  Potem przyszedł czas na inne smaki i nowe odkrycia ;) 
A teraz wracam po latach do ginu z tonikiem w formie... sernika.

Ostatnio mój piekarnik odmówił posłuszeństwa po wielu latach ciężkiej i intensywnej pracy. Brakuje mi go, ale zdecydowałam, że jest to tak ważny element mojego życia ;), że nowy chcę wybrać na spokojnie i bardzo starannie.

Przede mną wakacje nad morzem, a tam piekarnik mam, więc mogę chwilę wytrzymać bez niego tu w mieście. Szczególnie, że coś tam daje się w nim zrobić, bo nie działa tylko (i aż tylko) górna grzałka.
Dzięki tej chwilowej (mam nadzieję) przerwie wróciłam do przyrządzania deserów i serników na zimno. Tych ostatnich nie robiłam już dawno. I teraz wręcz się dziwię dlaczego. Są proste i szybkie do zrobienia i idealnie smakują latem w gorący dzień, a sernik Gin & Tonic ze swoim orzeźwiającym smakiem nadaje się idealnie na lato.

Jeżeli macie ochotę na jeszcze więcej przyjemności, podajcie sernik z malinami, które przez 10 minut macerowały się w ginie.








Sernik Gin & Tonic

spód
250 g ciasteczek speculoos lub innych kruchych*
80 g rozpuszczonego masła

masa serowa
560 g serka śmietankowego Philadelphia** (w temperaturze pokojowej)
500 g serka mascarpone (w temperaturze pokojowej)
80 g drobnego cukru
starta skórka i sok z 1 cytryny
starta skórka z 1 limonki i sok z 1/2 limonki
starta skórka z 1/2 pomarańczy

warstwa gin & tonic
6 płatków żelatyny
2 szerokie paski skórki z cytryny ***
sok z 2 cytryn
2 szerokie paski skórki z pomarańczy ***
sok z 1 pomarańczy
sok z 1 limonki
100 g drobnego cukru
6 kulek jałowca (lekko rozgniecionych)
4 łyżki (60 ml) ginu
300 ml toniku
kilka listków tymianku do dekoracji

*jeżeli używacie innych ciasteczek niż speculoos dobrze jest dodać do nich 2 szczypty cynamonu.

**serek Philadelphia idealnie zastąpi serek śmietankowy Twój Smak z Piątnicy.

*** najłatwiej uzyskać paski używając obieraczki do warzyw. 


Przyrządzić spód.
Ciasteczka lekko połamać i włożyć do pojemnika malaksera. Zmiksować na proszek. Dodać rozpuszczone masło i ponownie zmiksować do połączenia.

Tortownicę o średnicy 20 cm lekko posmarować olejem. Można też ewentualnie wyłożyć papierem do pieczenia lub folią spożywczą, ale w taki sposób, żeby nie było zagięć na rantach tortownicy.

Spód z ciastek wyłożyć do formy i mocno dociskając dłońmi uformować spód. 
Włożyć formę do lodówki na 15 minut (lub dłużej), żeby spód zastygł i stwardniał.

Przyrządzić masę serową.
 Odlać z serków ewentualny nadiar płynu.
Do miski miksera włożyć oba rodzaje serków (w temperaturze pokojowej), cukier, skórki i soki z cytrusów. Zmiksować do połączenia i uzyskania gładkiej masy. Masę wyłożyć na schłodzony spód. Wyrównać wierzch szpatułką lub spodem łyżki. Wstawić do lodówki na minimum 2 godziny (można na całą noc).


Przyrządzić wierzch gin & tonic.
Do rondelka włożyć skórki i soki z cytrusów. Dodać jałowiec i cukier. Podgrzewać mieszając, aż cukier się rozpuści. Odstawić na 10 minut, żeby smaki przeniknęły się. 
Namoczyć żelatynę w zimnej wodzie przez 5 minut. Odcedzić jałowiec i skórki owoców z syropu.
Zawartość rondelka ponownie podgrzać, ale teraz do uzyskania gorącego płynu, dodać żelatynę i wymieszać do jej rozpuszczenia. {rzelać do miski. Dodać gin i tonik. Wymieszać.
Odstawić, aż płyn wystygnie do temperatury pokojowej.
Polać nim wierzch sernika, posypać listkami tymianku i wstawić formę do lodówki do całkowitego stężenia sernika (na minimum 4 godziny)



piątek, 7 lipca 2017

Mustikkapiiras czyli fińskie jagodzianki na rozpoczęcie sezonu jagodowego.


Od dawna mam słabość do skandynawskich krajów i ich kuchni, a od pewnego czasu doszła słabość do krajów nordyckich czyli dodatkowo do Finlandii i Islandii. Zrobiłam już islandzkie śledzie i kilka ciast, teraz przyszła kolej na Finlandię. Kupiłam za kilka pensów ponad pięćdziesięcioletnią książkę o fińskiej kuchni (bo mam inne książki tej autorki i wszystkie jej przepisy sprawdzają się idealnie) i zaczynam przygodę z nowymi recepturami.

Do tej pory bardzo mało wiedziałam o Finlandii i jej kuchni, teraz to się zmieniło. Z ciekawością uczę się nowego. Podoba mi się język fiński (tak niepodobny do żadnego innego) i jego brzmienie. Uczę się różnicy pomiędzy piiras, a pirakka (i to i to znaczy ciasto ;-)). Jedyne co jest łatwe w tym języku to wymowa;-).

Przez ostatnie blisko półtora miesiąca miałam możliwość dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o Finlandii, jej historii, kuchni, designie, pogodzie, życiu, edukacji, systemie ochrony zdrowia... posłuchać fińskiego rocka;-) i języka i wiem, że mi się to podoba. 

Zanim pojadę do Finlandii, trochę sobie pogotuję i popiekę z fińskich przepisów. W końcu jedną z najlepszych metod poznania kraju jest poznanie go przez kuchnię. Chociaż zaglądając do blogowego archiwum okazało się, że trochę już piekłam. Fińską pullę i drożdżówki z serem. Te ostatnie w aurze iście fińskiej ;-). Odwiedziłam fińską kawiarnię Nordic Bakery w Londynie i piekłam wiele rzeczy z przepisów Finki Miisy Mink.  Miękkie cynamonowe bułki i klasyczne cynamonowe bułki , pyszne żytnie bułki śniadaniowe, bułki marchewkowe i kolejne żytnie bułki i pszenne bułeczki idealne na śniadanie. Trochę tego jest, czego nawet nie byłam świadoma. Jak i tego, że mam w domu tyle fińskich rzeczy: talerzy, kubków, misek, ścierek, noży, siekier..., a nawet jedną bluzkę.

Tam, gdzie słowa są pogrubione, znajdziecie linki do przepisów.

Dzisiaj zapraszam Was na otwarcie sezonu jagodowego. Rozpoczynam go fińskimi jagodziankami na lekko kardamonowym cieście. Bułeczki są proste do zrobienia i z kubkiem kawy smakują baaardzo dobrze.






Fińskie jagodzianki
Mustikkapiiras

ciasto
20 g świeżych drożdży lub 1 torebka (7g) suszonych drożdży
1/4 szklanki (65 ml) ciepłej wody
1/2 szklanki (125 ml) mleka (doprowadzonego do zagotowania i wystudzonego do letniej temperatury)
1/3 szklanki (80g) cukru
1 jajko
1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
1/2 łyżeczki soli 
1/4  szklanki (55g) miękkiego masła
2 1/2  szklanki (375g) mąki pszennej typu 550

nadzienie 
150 g jagód (najlepiej leśnych)
1/2 łyżki (4 g) skrobii kukurydzianej
1-2 łyżki (15-30 g) cukru


do posmarowania
1 jajko lekko ubite
2 łyżki mleka

cukier perlisty

W misce wymieszać drożdże z wodą i odstawić na 5 minut. Dodać letnie mleko, cukier, jajko, kardamon i sól. Wymieszać. Dodać mąkę i miksować całość (końcówki haki) do uzyskania gładkiej masy. Dodać miękkie masło i miksować do uzyskania gładkiego i lśniącego ciasta. Przykryć i odstawić do wyrastania na 1-2 godziny (w zależności od temperatury pomieszczenia. Ciasto powinno podwoić swoją objętość. Ciasto podzielić na 12 części i z każdej utworzyć kulę. Położyć je na blasze do pieczenia wyłożonej papierem zachowując odstępy.

Przyrządzić nadzienie mieszając wszystkie jego składniki.
Dnem kieliszka (małej szklanki) wyciskać w kulach ciasta wgłębienia. Łatwiej to zrobić, jeżeli dno kieliszka obsypane jest mąką. Do wgłębień włożyć łyżeczką nadzienie. 

 Pozostawić na 30-45 minut do wyrastania.
Ciasto posmarować jajkiem wymieszanym z mlekiem. Wierzch ciasta posypać cukrem perlistym.

Blachę z drożdżówkami wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C. 
Piec 10-15 minut na złoto. 
Pozostawić bułeczki do ostudzenia na kratce.



Przepis Beatrice Ojakangas z książki "The Finnish cookbook"

niedziela, 18 czerwca 2017

Sernik gianduia i trochę piemonckich wspomnień



Wspomnienia... Czasami wystarczy drobna rzecz, żeby je przywołać. Piosenka usłyszana w radiu, bilet odnaleziony w dawno nieużywanej torebce, zapach, który nagle nas otoczy, zdjęcie znalezione w książce, rozmowa z kimś dawno niewidzianym, smak ciastka zamówionego w kawiarni, sukienka, która wisi gdzieś głęboko w szafie... Tych rzeczy mogą być dziesiątki, ale ta chwila, kiedy wspomnienia wracają i znowu wszystko nam się przypomina jest bezcenna. Przynajmniej dla mnie.

Jakiś czas temu, ktoś się mnie spytał, gdzie jest zrobione pewne zdjęcie i wspomnienia wróciły jak lawina. 

W zeszłym roku w drodze do Turynu, zarezerwowaliśmy hotel gdzieś na wzgórzach w Piemoncie. Rezerwacje zrobiłam tak jak zawsze, kierując się tym czy budynek, pokój i łazienka podobają mi się, czy śniadanie składa się ze świeżych i lokalnych produktów i oceną wcześniejszych turystów. Można starannie wybierać hotel, ale tak naprawdę dopiero na miejscu okazuje się, czy miejsce spełnia nasze oczekiwania czy nie. 

To miejsce spełniło je wszystkie, a w dodatku pobyt tam został w mojej pamięci już na zawsze.

Piemonckie wzgórza porośnięte winnicami i plantacjami orzecha laskowego z małymi, starymi miasteczkami były piękne. Wśród wzgórz wyróżniało się jedno najwyższe, na którego szczycie wznosiła się stara rezydencja otoczona murem. Na górę wiodła kręta droga, którą niełatwo było znaleźć. Po dojechaniu okazało się, że nasz hotel mieści się właśnie w tej starej budowli. Składał się tylko z kilku pokoi i dużej sali jadalnej i wypoczynkowej. Jedno piętro zajmowało mieszkanie właścicielki i jej rodziny.

W hotelu byliśmy sami. Na powitanie urocza właścicielka przygotowała nam prostą kolację składającą się z lokalnych produktów i wina. Przygotowała ją tak po prostu, na przywitanie nas. Opowiedziała nam o historii budynku i osady u jej podnóża, o tym jak takie domostwa i wioski się wyludniają, o tym z jaką starannością o każdy szczegół robiła remont, jak ważny jest dla niej każdy produkt, jaki podaje na śniadanie gościom. 
To był cudowny wieczór, pełen rozmów, dobrego jedzenia i cudownych opowieści z niesamowitym widokiem, który roztaczał się za oknem. Na okoliczne wzgórza, pola, winnice, wioski. Zachodzące słońce dodawało barw i magii tej chwili.

Na drugi dzień, wyjrzałam przez okno i... nie zobaczyłam niczego. Wysokość na jakiej byliśmy powodowała, że tuż pod oknem mieliśmy dywan z chmur, który wszystko całkowicie spowijał. Uczucie było niesamowite. Takie zatrzymanie w czasie. Jakbyśby byli zawieszeni gdzieś w innej rzeczywistości.

Po godzinie słońce i lekki wiatr, przegoniły chmury i powoli zaczęła wyłaniać się okolica. To było kolejne magiczne wrażenie. I ono zostało ze mną już na zawsze. Wrażenia uchwycone na fotografii, nie oddają tego w pełni, ale pozwalają przywołać piękne wspomnienia.

I tak od jednego zdjęcia, moje wspomnienia powędrowały do specjalności tego regionu: orzechów laskowych i gianduii, a stamtąd już była krótka droga do upieczenia jednego z moich ulubionych serników - sernika gianduja.
Aksamitnego, delikatnego i jednocześnie intensywnego w smaku. Smakującego i pachnącego prażonymi orzechami laskowymi.

Dla miłośników nutelli ;-)

Jeżeli lubicie te smaki to zajrzyjcie do przepisu na jedno z moich ulubionych ciast  TORTA GIANDUIA lub na SERNIK GIANDUIA z serka mascarpone. W poście o serniku możecie też przeczytać czym jest gianduia i skąd się wzięła.
Jak chcecie zrobić dobrą domową nutellę, to przepis znajdziecie TUTAJ, a wersji wegańskiej TUTAJ.

B&B Viavai

Via Valfré 7, 10020 Casalborgone, Włochy 

http://www.viavai.to.it/






Sernik Gianduia 

spód
100 g orzechów laskowych*
320 g ciastek Digestive z mleczną czekoladą 
80 g stopionego masła

masa serowa
300 g orzechów laskowych*
250 ml śmietanki kremówki 30%
300 g mlecznej czekolady dobrej jakości
500 g tłustego sera śmietankowego (użyłam sera ze Strzałkowa)
500 g sera mascarpone
3 łyżki mąki ziemniaczanej
220 g (1 szklanka) cukru
5 jajek

*można kupić gotowe uprażone orzechy laskowe, bez skórki i wtedy nie trzeba ich samodzielnie prażyć


Przygotować prażone orzechy.
Nagrzać piekarnik do 200 stopni C. Na dużą blachę wysypać (wszystkie) orzechy i wstawić je do piekarnika na 10 minut. Po 5 minutach zamieszać orzechy na blasze, żeby równomiernie się uprażyły. Wyjąć na ściereczkę i lekko przestudzić. Trąc orzechy ściereczką pozbawić je skórki.

Tortownicę o średnicy 26 cm wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia. 

Przygotować spód sernika.
Ciasteczka Digestive lekko pokruszyć i włożyć do pojemnika malaksera wraz orzechami (100 g). Zmielić  na gładką masę i  dodać stopione masło i jeszcze raz zmiksować. Wyłożyć masą dno oraz boki tortownicy, mocno dociskając. Wstawić do lodówki.

Przygotować masę serową.
Rozpuścić na parze mleczną czekoladę.
Orzechy laskowe (300 g) zmielić w malakserze na gładką pastę. W połowie miksowania dodać śmietankę i miksować do chwili, aż powstanie gładka masa. Dodać czekoladę i zmiksować do połączenia.

Do miski włożyć ser śmietankowy i mascarpone. Zmiksować na gładką masę. Dodać mąkę i cukier i zmiksować do połączenia. Cały czas miksując dodawać po 1 jajku. Dodawać kolejne jajko, kiedy poprzednie będzie już połączone z masą. 
Do masy serowej dodać masę orzechowo czekoladową i miksować na wolnych obrotach do połączenia obu mas.

Nagrać piekarnik do 180 stopni C.

Wyjąć tortownicę z lodówki. Wyłożyć na spód masę serową. Wyrównać szpatułką powierzchnię.
Wstawić formę do piekarnika i piec przez 15 minut. Po tym czasie zmniejszyć temperaturę do 120 stopni C i piec sernik przez około 105 minut.

Wyłączyć piekarnik i uchylić dzrzwiczki wkładając trzonek drewnianej łyżki.
Pozostawić sernik do powolnego wystudzenia na kilka godzin.

Całkowicie wystudzony wstawić do lodówki na całą noc.


LinkWithin

Related Posts with Thumbnails