wtorek, 25 lipca 2017

Aperol Spritz. Sernik i drink. Idealne na lato.



Gorące lato i zimny Aperol Spritz to połączenie idealne. Parę lat temu w jednym ze starych, urokliwów miasteczek włoskiego regionu Emilia Romagna wypiłam go pierwszy raz. 
Było to u schyłku lata, dzień był upalny i pełen wrażeń. Kilkoro Amerykanów i dwie Polki od kilku dni zwiedzali tę część Włoch na zaproszenie słynnej szkoły kulinarnej. Amerykanie jeździli busikiem, a Polki limuzyną z najbardziej urokliwym na świecie kierowcą ;-)

Śmiech, żarty, pyszne jedzenie. mocna kawa i dobre wino towarzyszyły nam praktycznie w każdej chwili tej podróży. Od momentu, kiedy wysiadłyśmy na lotnisku w Bolonii i czekał na nas kierowca, żeby zabrać nas w nieznane ;-), do chwili, kiedy pędziliśmy z powrotem praktycznie bez szans, żeby zdążyć na samolot.

Cała ta podróż była pełna niespodzianek, odkrywania nowych smaków i wrażeń, które zostaną w mojej pamięci na zawsze.
W czasie tej wyprawy, podczas jednego gorącego popołudnia, kiedy przyszedł czas na posiłek, jako aperitif podano nam Aperol Spritz. Zimny, aromatyczny i wściekle pomarańczowy. W pierwszej chwili kolor zmroził moje poczucie estetyki ;-), ale po pierwszym łyku wiedziałam, że nie ma nic lepszego na gorący dzień. 
Od tego czasu byłam wiele razy we Włoszech i praktycznie zawsze, kiedy słońce świeci, zamawiam Aperol Spritz. I za każdym razem moje myśli biegną do tej chwili, kiedy wypiłam go po raz pierwszy.

Aperol Spritz przyrządza się z likieru Aperol, prosecco, wody gazowanej, lodu i cząstki pomarańczy (czasami też nadzianej na wykałaczkę oliwki). Proste składniki w odpowiednich proporcjach tworzą drink idealny. 



Aperol powstał w Padwie we Włoszech w 1919 roku w firmie Barbieri. Popularny stał się jednk dopiero po II Wojnie Światowej.
Jego skład (i moc 11%) nie zmieniły się przez te wszystkie lata. Proporcje i składniki są oczywiście tajemnicą producenta (teraz firmy Campari), ale wiadomo, że ma w sobie słodką i gorzką pomarańczę, rabarbar i wyciągi z ziół.

W lecie idealnie smakuje nie tylko drink, ale i sernik Aperol Spritz. Lekko pomarańczowa w smaku masa serowa przykryta jest warstwą galaretki, która jest praktycznie drinkiem w formie stałej.

Tym przepisem żegnam się z Wami do drugiej połowy sierpnia. Przede mną długo oczekiwane wakacje z nieprzewidywalną pogodą i zimną wodą w Bałtyku.
 Na to czekałam i tego potrzebuję ;-)
Będę gotować i piec (tam czeka na mnie działający piekarnik ;-)), ale nowe przepisy pojawią się po powrocie.
Wypoczywajcie i cieszcie się letnimi dniami.




Aperol Spritz

kostki lodu
pomarańcza w plastrach (ze skórką)
3 części prosecco
2 części Aperola
1 część wody gazowanej

Do szklanki/kieliszka włożyć kostki lodu. Wlać schłodzone prosecco i Aperol. Dopełnić wodą gazowaną. Na wierzch położyć pół plasterka pomarańczy. 


Sernik Aperol Spritz

spód i boki
300 g ciasteczek Oreo
2 łyżki gorzkiego kakao (bez cukru)
90 g rozpuszczonego masła
olej do wysmarowania formy

masa serowa
560 g serka śmietankowego Philadelphia* (w temperaturze pokojowej)
150 g serka mascarpone (w temperaturze pokojowej)
150 g cukru pudru
150 ml śmietanki kremówki 36%
starta skórka z 2 pomarańczy

galaretka Aperol Spritz
100 ml Aperolu
265 ml prosecco
30 ml wody gazowanej
20 ml syropu cukrowego**
6 płatków żelatyny***

*serek Philadelphia idealnie zastąpi serek śmietankowy Twój Smak z Piątnicy.
** syrop cukrowy otrzymuje się przez doprowadzenie do zagotowania tej samej ilości wody i cukru (na przykład 2 łyżki {po 15 ml objętości} cukru i 2 łyżki wody). Składniki trzeba wymieszać, żeby się rozpuściły. Syrop można przechowywać w lodówce do 3 miesięcy. Idealnie nadaje się do słodzenia drinków. 
***żelatynę w płatkach dr Oetker można kupić w większości supermarketów.


Przygotować spód.
Tortownicę o średnicy 20 cm posmarować olejem o neutralnym smaku.
Ciasteczka lekko połamać i włożyć do pojemnika malaksera razem z kakao. Zmiksować na proszek. Dodać rozpuszczone masło i ponownie zmiksować do połączenia.

Masę okruszkową z ciastek wyłożyć do formy i mocno dociskając dłońmi uformować spód i brzegi, które nie powinny być grubsze niż 5 mm. Brzegi powinny sięgać do 3/4 wysokości formy. Pozostawić je u góry poszarpane i trochę cieńsze niż w dolnej części.
Włożyć formę do lodówki na 30 minut (lub dłużej), żeby całość zastygła i stwardniała.

Przyrządzić masę serową.
 Odlać z serków ewentualny nadmiar płynu.
Do miski miksera włożyć oba rodzaje serków (w temperaturze pokojowej) i cukier puder. Zmiksować do połączenia i uzyskania gładkiej masy. Dodać kremówkę i skórkę z pomarańczy. Ponownie miksować, aż masa lekko zesztywnieje.
Masę wyłożyć na schłodzony spód. Wyrównać wierzch szpatułką lub spodem łyżki. Wstawić do lodówki na całą noc.

Przyrządzić galaretkę Aperol Spritz.
W misce wymieszać delikatnie Aperol, prosecco, syrop cukrowy i wodę gazowaną.
W drugiej misce namoczyć w zimnej wodzie płatki żelatyny przez 5 minut.

Odlać do rondelka 100 ml płynu i podgrzać prawie do zagotowania. Odcisnąć żelatynę i dodać do gorącego płynu. Wymieszać i połączyć z pozostałą (niepodgrzewaną) częścią warstwy wierzchniej.
Wystudzić do temperatury pokojowej.
Przelać masę Aperol delikatnie na wierzch sernika.
Wstawić ponownie do lodówki do całkowitego stężenia galaretki na około 8 godzin, a najlepiej na całą noc.

Formę wyjąć z lodówki na 20 minut przed podaniem. Delikatnie oddzielić nożem brzegi sernika od formy i wyjąć ciasto na paterę.



Przepis z modyfikacjami z Delicious magazine

niedziela, 23 lipca 2017

Letnie słodkości i przyjemności. Sernik Gin & Tonic (bez pieczenia).



Gin z tonikiem to był jeden z pierwszych drinków, jakie poznałam w "dorosłym" życiu. Wydawał mi się taki "światowy";)  Potem przyszedł czas na inne smaki i nowe odkrycia ;) 
A teraz wracam po latach do ginu z tonikiem w formie... sernika.

Ostatnio mój piekarnik odmówił posłuszeństwa po wielu latach ciężkiej i intensywnej pracy. Brakuje mi go, ale zdecydowałam, że jest to tak ważny element mojego życia ;), że nowy chcę wybrać na spokojnie i bardzo starannie.

Przede mną wakacje nad morzem, a tam piekarnik mam, więc mogę chwilę wytrzymać bez niego tu w mieście. Szczególnie, że coś tam daje się w nim zrobić, bo nie działa tylko (i aż tylko) górna grzałka.
Dzięki tej chwilowej (mam nadzieję) przerwie wróciłam do przyrządzania deserów i serników na zimno. Tych ostatnich nie robiłam już dawno. I teraz wręcz się dziwię dlaczego. Są proste i szybkie do zrobienia i idealnie smakują latem w gorący dzień, a sernik Gin & Tonic ze swoim orzeźwiającym smakiem nadaje się idealnie na lato.

Jeżeli macie ochotę na jeszcze więcej przyjemności, podajcie sernik z malinami, które przez 10 minut macerowały się w ginie.








Sernik Gin & Tonic

spód
250 g ciasteczek speculoos lub innych kruchych*
80 g rozpuszczonego masła

masa serowa
560 g serka śmietankowego Philadelphia** (w temperaturze pokojowej)
500 g serka mascarpone (w temperaturze pokojowej)
80 g drobnego cukru
starta skórka i sok z 1 cytryny
starta skórka z 1 limonki i sok z 1/2 limonki
starta skórka z 1/2 pomarańczy

warstwa gin & tonic
6 płatków żelatyny
2 szerokie paski skórki z cytryny ***
sok z 2 cytryn
2 szerokie paski skórki z pomarańczy ***
sok z 1 pomarańczy
sok z 1 limonki
100 g drobnego cukru
6 kulek jałowca (lekko rozgniecionych)
4 łyżki (60 ml) ginu
300 ml toniku
kilka listków tymianku do dekoracji

*jeżeli używacie innych ciasteczek niż speculoos dobrze jest dodać do nich 2 szczypty cynamonu.

**serek Philadelphia idealnie zastąpi serek śmietankowy Twój Smak z Piątnicy.

*** najłatwiej uzyskać paski używając obieraczki do warzyw. 


Przyrządzić spód.
Ciasteczka lekko połamać i włożyć do pojemnika malaksera. Zmiksować na proszek. Dodać rozpuszczone masło i ponownie zmiksować do połączenia.

Tortownicę o średnicy 20 cm lekko posmarować olejem. Można też ewentualnie wyłożyć papierem do pieczenia lub folią spożywczą, ale w taki sposób, żeby nie było zagięć na rantach tortownicy.

Spód z ciastek wyłożyć do formy i mocno dociskając dłońmi uformować spód. 
Włożyć formę do lodówki na 15 minut (lub dłużej), żeby spód zastygł i stwardniał.

Przyrządzić masę serową.
 Odlać z serków ewentualny nadiar płynu.
Do miski miksera włożyć oba rodzaje serków (w temperaturze pokojowej), cukier, skórki i soki z cytrusów. Zmiksować do połączenia i uzyskania gładkiej masy. Masę wyłożyć na schłodzony spód. Wyrównać wierzch szpatułką lub spodem łyżki. Wstawić do lodówki na minimum 2 godziny (można na całą noc).


Przyrządzić wierzch gin & tonic.
Do rondelka włożyć skórki i soki z cytrusów. Dodać jałowiec i cukier. Podgrzewać mieszając, aż cukier się rozpuści. Odstawić na 10 minut, żeby smaki przeniknęły się. 
Namoczyć żelatynę w zimnej wodzie przez 5 minut. Odcedzić jałowiec i skórki owoców z syropu.
Zawartość rondelka ponownie podgrzać, ale teraz do uzyskania gorącego płynu, dodać żelatynę i wymieszać do jej rozpuszczenia. {rzelać do miski. Dodać gin i tonik. Wymieszać.
Odstawić, aż płyn wystygnie do temperatury pokojowej.
Polać nim wierzch sernika, posypać listkami tymianku i wstawić formę do lodówki do całkowitego stężenia sernika (na minimum 4 godziny)



piątek, 7 lipca 2017

Mustikkapiiras czyli fińskie jagodzianki na rozpoczęcie sezonu jagodowego.


Od dawna mam słabość do skandynawskich krajów i ich kuchni, a od pewnego czasu doszła słabość do krajów nordyckich czyli dodatkowo do Finlandii i Islandii. Zrobiłam już islandzkie śledzie i kilka ciast, teraz przyszła kolej na Finlandię. Kupiłam za kilka pensów ponad pięćdziesięcioletnią książkę o fińskiej kuchni (bo mam inne książki tej autorki i wszystkie jej przepisy sprawdzają się idealnie) i zaczynam przygodę z nowymi recepturami.

Do tej pory bardzo mało wiedziałam o Finlandii i jej kuchni, teraz to się zmieniło. Z ciekawością uczę się nowego. Podoba mi się język fiński (tak niepodobny do żadnego innego) i jego brzmienie. Uczę się różnicy pomiędzy piiras, a pirakka (i to i to znaczy ciasto ;-)). Jedyne co jest łatwe w tym języku to wymowa;-).

Przez ostatnie blisko półtora miesiąca miałam możliwość dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy o Finlandii, jej historii, kuchni, designie, pogodzie, życiu, edukacji, systemie ochrony zdrowia... posłuchać fińskiego rocka;-) i języka i wiem, że mi się to podoba. 

Zanim pojadę do Finlandii, trochę sobie pogotuję i popiekę z fińskich przepisów. W końcu jedną z najlepszych metod poznania kraju jest poznanie go przez kuchnię. Chociaż zaglądając do blogowego archiwum okazało się, że trochę już piekłam. Fińską pullę i drożdżówki z serem. Te ostatnie w aurze iście fińskiej ;-). Odwiedziłam fińską kawiarnię Nordic Bakery w Londynie i piekłam wiele rzeczy z przepisów Finki Miisy Mink.  Miękkie cynamonowe bułki i klasyczne cynamonowe bułki , pyszne żytnie bułki śniadaniowe, bułki marchewkowe i kolejne żytnie bułki i pszenne bułeczki idealne na śniadanie. Trochę tego jest, czego nawet nie byłam świadoma. Jak i tego, że mam w domu tyle fińskich rzeczy: talerzy, kubków, misek, ścierek, noży, siekier..., a nawet jedną bluzkę.

Tam, gdzie słowa są pogrubione, znajdziecie linki do przepisów.

Dzisiaj zapraszam Was na otwarcie sezonu jagodowego. Rozpoczynam go fińskimi jagodziankami na lekko kardamonowym cieście. Bułeczki są proste do zrobienia i z kubkiem kawy smakują baaardzo dobrze.






Fińskie jagodzianki
Mustikkapiiras

ciasto
20 g świeżych drożdży lub 1 torebka (7g) suszonych drożdży
1/4 szklanki (65 ml) ciepłej wody
1/2 szklanki (125 ml) mleka (doprowadzonego do zagotowania i wystudzonego do letniej temperatury)
1/3 szklanki (80g) cukru
1 jajko
1/2 łyżeczki mielonego kardamonu
1/2 łyżeczki soli 
1/4  szklanki (55g) miękkiego masła
2 1/2  szklanki (375g) mąki pszennej typu 550

nadzienie 
150 g jagód (najlepiej leśnych)
1/2 łyżki (4 g) skrobii kukurydzianej
1-2 łyżki (15-30 g) cukru


do posmarowania
1 jajko lekko ubite
2 łyżki mleka

cukier perlisty

W misce wymieszać drożdże z wodą i odstawić na 5 minut. Dodać letnie mleko, cukier, jajko, kardamon i sól. Wymieszać. Dodać mąkę i miksować całość (końcówki haki) do uzyskania gładkiej masy. Dodać miękkie masło i miksować do uzyskania gładkiego i lśniącego ciasta. Przykryć i odstawić do wyrastania na 1-2 godziny (w zależności od temperatury pomieszczenia. Ciasto powinno podwoić swoją objętość. Ciasto podzielić na 12 części i z każdej utworzyć kulę. Położyć je na blasze do pieczenia wyłożonej papierem zachowując odstępy.

Przyrządzić nadzienie mieszając wszystkie jego składniki.
Dnem kieliszka (małej szklanki) wyciskać w kulach ciasta wgłębienia. Łatwiej to zrobić, jeżeli dno kieliszka obsypane jest mąką. Do wgłębień włożyć łyżeczką nadzienie. 

 Pozostawić na 30-45 minut do wyrastania.
Ciasto posmarować jajkiem wymieszanym z mlekiem. Wierzch ciasta posypać cukrem perlistym.

Blachę z drożdżówkami wstawić do piekarnika nagrzanego do 200 stopni C. 
Piec 10-15 minut na złoto. 
Pozostawić bułeczki do ostudzenia na kratce.



Przepis Beatrice Ojakangas z książki "The Finnish cookbook"

niedziela, 18 czerwca 2017

Sernik gianduia i trochę piemonckich wspomnień



Wspomnienia... Czasami wystarczy drobna rzecz, żeby je przywołać. Piosenka usłyszana w radiu, bilet odnaleziony w dawno nieużywanej torebce, zapach, który nagle nas otoczy, zdjęcie znalezione w książce, rozmowa z kimś dawno niewidzianym, smak ciastka zamówionego w kawiarni, sukienka, która wisi gdzieś głęboko w szafie... Tych rzeczy mogą być dziesiątki, ale ta chwila, kiedy wspomnienia wracają i znowu wszystko nam się przypomina jest bezcenna. Przynajmniej dla mnie.

Jakiś czas temu, ktoś się mnie spytał, gdzie jest zrobione pewne zdjęcie i wspomnienia wróciły jak lawina. 

W zeszłym roku w drodze do Turynu, zarezerwowaliśmy hotel gdzieś na wzgórzach w Piemoncie. Rezerwacje zrobiłam tak jak zawsze, kierując się tym czy budynek, pokój i łazienka podobają mi się, czy śniadanie składa się ze świeżych i lokalnych produktów i oceną wcześniejszych turystów. Można starannie wybierać hotel, ale tak naprawdę dopiero na miejscu okazuje się, czy miejsce spełnia nasze oczekiwania czy nie. 

To miejsce spełniło je wszystkie, a w dodatku pobyt tam został w mojej pamięci już na zawsze.

Piemonckie wzgórza porośnięte winnicami i plantacjami orzecha laskowego z małymi, starymi miasteczkami były piękne. Wśród wzgórz wyróżniało się jedno najwyższe, na którego szczycie wznosiła się stara rezydencja otoczona murem. Na górę wiodła kręta droga, którą niełatwo było znaleźć. Po dojechaniu okazało się, że nasz hotel mieści się właśnie w tej starej budowli. Składał się tylko z kilku pokoi i dużej sali jadalnej i wypoczynkowej. Jedno piętro zajmowało mieszkanie właścicielki i jej rodziny.

W hotelu byliśmy sami. Na powitanie urocza właścicielka przygotowała nam prostą kolację składającą się z lokalnych produktów i wina. Przygotowała ją tak po prostu, na przywitanie nas. Opowiedziała nam o historii budynku i osady u jej podnóża, o tym jak takie domostwa i wioski się wyludniają, o tym z jaką starannością o każdy szczegół robiła remont, jak ważny jest dla niej każdy produkt, jaki podaje na śniadanie gościom. 
To był cudowny wieczór, pełen rozmów, dobrego jedzenia i cudownych opowieści z niesamowitym widokiem, który roztaczał się za oknem. Na okoliczne wzgórza, pola, winnice, wioski. Zachodzące słońce dodawało barw i magii tej chwili.

Na drugi dzień, wyjrzałam przez okno i... nie zobaczyłam niczego. Wysokość na jakiej byliśmy powodowała, że tuż pod oknem mieliśmy dywan z chmur, który wszystko całkowicie spowijał. Uczucie było niesamowite. Takie zatrzymanie w czasie. Jakbyśby byli zawieszeni gdzieś w innej rzeczywistości.

Po godzinie słońce i lekki wiatr, przegoniły chmury i powoli zaczęła wyłaniać się okolica. To było kolejne magiczne wrażenie. I ono zostało ze mną już na zawsze. Wrażenia uchwycone na fotografii, nie oddają tego w pełni, ale pozwalają przywołać piękne wspomnienia.

I tak od jednego zdjęcia, moje wspomnienia powędrowały do specjalności tego regionu: orzechów laskowych i gianduii, a stamtąd już była krótka droga do upieczenia jednego z moich ulubionych serników - sernika gianduja.
Aksamitnego, delikatnego i jednocześnie intensywnego w smaku. Smakującego i pachnącego prażonymi orzechami laskowymi.

Dla miłośników nutelli ;-)

Jeżeli lubicie te smaki to zajrzyjcie do przepisu na jedno z moich ulubionych ciast  TORTA GIANDUIA lub na SERNIK GIANDUIA z serka mascarpone. W poście o serniku możecie też przeczytać czym jest gianduia i skąd się wzięła.
Jak chcecie zrobić dobrą domową nutellę, to przepis znajdziecie TUTAJ, a wersji wegańskiej TUTAJ.

B&B Viavai

Via Valfré 7, 10020 Casalborgone, Włochy 

http://www.viavai.to.it/






Sernik Gianduia 

spód
100 g orzechów laskowych*
320 g ciastek Digestive z mleczną czekoladą 
80 g stopionego masła

masa serowa
300 g orzechów laskowych*
250 ml śmietanki kremówki 30%
300 g mlecznej czekolady dobrej jakości
500 g tłustego sera śmietankowego (użyłam sera ze Strzałkowa)
500 g sera mascarpone
3 łyżki mąki ziemniaczanej
220 g (1 szklanka) cukru
5 jajek

*można kupić gotowe uprażone orzechy laskowe, bez skórki i wtedy nie trzeba ich samodzielnie prażyć


Przygotować prażone orzechy.
Nagrzać piekarnik do 200 stopni C. Na dużą blachę wysypać (wszystkie) orzechy i wstawić je do piekarnika na 10 minut. Po 5 minutach zamieszać orzechy na blasze, żeby równomiernie się uprażyły. Wyjąć na ściereczkę i lekko przestudzić. Trąc orzechy ściereczką pozbawić je skórki.

Tortownicę o średnicy 26 cm wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia. 

Przygotować spód sernika.
Ciasteczka Digestive lekko pokruszyć i włożyć do pojemnika malaksera wraz orzechami (100 g). Zmielić  na gładką masę i  dodać stopione masło i jeszcze raz zmiksować. Wyłożyć masą dno oraz boki tortownicy, mocno dociskając. Wstawić do lodówki.

Przygotować masę serową.
Rozpuścić na parze mleczną czekoladę.
Orzechy laskowe (300 g) zmielić w malakserze na gładką pastę. W połowie miksowania dodać śmietankę i miksować do chwili, aż powstanie gładka masa. Dodać czekoladę i zmiksować do połączenia.

Do miski włożyć ser śmietankowy i mascarpone. Zmiksować na gładką masę. Dodać mąkę i cukier i zmiksować do połączenia. Cały czas miksując dodawać po 1 jajku. Dodawać kolejne jajko, kiedy poprzednie będzie już połączone z masą. 
Do masy serowej dodać masę orzechowo czekoladową i miksować na wolnych obrotach do połączenia obu mas.

Nagrać piekarnik do 180 stopni C.

Wyjąć tortownicę z lodówki. Wyłożyć na spód masę serową. Wyrównać szpatułką powierzchnię.
Wstawić formę do piekarnika i piec przez 15 minut. Po tym czasie zmniejszyć temperaturę do 120 stopni C i piec sernik przez około 105 minut.

Wyłączyć piekarnik i uchylić dzrzwiczki wkładając trzonek drewnianej łyżki.
Pozostawić sernik do powolnego wystudzenia na kilka godzin.

Całkowicie wystudzony wstawić do lodówki na całą noc.


środa, 14 czerwca 2017

Pavlova z różą i truskawkami z kremem mascarpone (bezglutenowa).


Czerwiec to jeden z moich ulubionych miesięcy. Wiosna jest już w pełni, za chwilę rozpocznie się lato, dni są długie, a moja skóra ma już brązowawy odcień. To czas, kiedy znowu mam dużo energii, szalonych planów i jestem tak najzwyczajniej w świecie szczęśliwa.
Wtedy zapominam, że mam samochód i wszędzie jeżdżę na rowerze. Nie ścigam się z czasem, delektuję się chwilą.  

Kupuję łubiankę truskawek i siedząc na trawie wyjadam połowę, planując co zrobię z drugą. Ostatnio znowu piekę dużo drożdżówek (praktycznie robię to z zamkniętymi oczami) i bez. Do tej drugiej wystarczy dodać trochę śmietany z dodatkiem prawdziwej wanilii i owoców, żeby mieć pyszny deser. Czasami dodaję coś więcej, żeby urozmaicić ciasto. Tak też było ostatnim razem.

 Konfitura z płatków róży i truskawki tworzą duet idealny, więc niewiele więcej potrzeba, żeby stworzyć coś pysznego.

Tym razem zamiast bitej śmietany zrobiłam delikatny krem z serka mascarpone i wyszła pavlova, na którą Was dzisiaj zapraszam.
Zdjęć jest mało, wręcz bardzo mało ;-), ale tak to już jest, kiedy deser znika w oka mgnieniu.

I niech Was nie przeraża ilość cukru w bezie. Żeby upiec dobrą bezę (wilgotną w środku, a kruchą i chrupiącą na wierzchu) musi być dużo cukru. Taka jej natura ;-) 


Pavlova z różą i truskawkami z kremem mascarpone


beza
12 białek

2 i 1/3 szklanki cukru (zwykłego)

1 1/2 łyżki octu lub soku z cytryny

2 łyżka skrobi ziemniaczanej lub kukurydzianej

krem
4 żółtka

1 łyżeczka pasty z wanilii lub naturalnego ekstraktu

100 g cukru

500 g serka mascarpone

250 ml śmietanki kremówki 30 lub 36%


300 g truskawek pokrojonych w plastry

120 g płatków róży w cukrze (użyłam domowej, ale można użyć gotowej)

do dekoracji
truskawki, płatki róż, listki mięty...



Przygotować bezę.
Białka wlać do naczynia szklanego lub metalowego i zacząć ubijać. Kiedy się spienią  porcjami dodawać cukier. Po dwie łyżki na raz. Ubijać do momentu, aż piana stanie się sztywna i błyszcząca, ale wciąż nieco miękka. Dodać ocet/sok z cytryny, skrobię i szybko, ale delikatnie wymieszać szpatułką (lepiej nie miksować).
Nagrzać piekarnik z termoobiegiem do 150 stopni C.
Dwie blachy z wyposażenia piekarnika wyłożyć papierem do pieczenia. Można na nich narysować dwa koła o średnicy 26 cm, wtedy będzie pewność, że obydwie bezy będą mieć  identyczną średnicę. Jeżeli rysujecie okręgi na papierze, papier trzeba odwrócić na drugą stronę przed wyłożeniem piany. Okręgi będą widoczne, a piana nie będzie się stykać ze składnikami ołówka, flamastra, długopisu.
Wstawić blachy do piekarnika i piec bezy przez 10 minut, po tym czasie zmniejszyć temperaturę do 120 stopni i piec/suszyć bezy przez około 1 1/2-2 godziny.
Wyłączyć piekarnik, lekko uchylić drzwiczki i w szparę włożyć trzonek drewnianej łyżki. Pozostawić bezy do całkowitego wystudzenia (najlepiej na całą noc).
Ubić żółtka z cukrem i wanilią w kąpieli wodnej/na parze czyli...postawić na kuchence garnek z wodą i doprowadzić ją do zagotowania. Zmniejszyć moc palnika do minimum.
Do miski (dopasowanej rozmiarem do garnka) włożyć cukier, żółtka i pastę z wanilii. Postawić miskę na garnku i ubijać żółtka, aż zjaśnieją, zgęstnieją i zrobią się puszyste. Masę żółtkową doprowadzić do temperatury 65 stopni C (wtedy ewentualna salmonella ginie). Jeżeli nie macie termometru cukierniczego użyjcie... palca. Włożony trzeba szybko wyjąć, bo masa jest gorąca, ale nie na tyle, żeby poparzyć skórę.
Garnek zdjąć z ognia i pozostawić masę żółtkową do wystudzenia (można ją zamieszać od czasu do czasu).
W drugiej misce zmiksować na gładką masę serek mascarpone. Cały czas miksując dodawać masę żółtkową. Kiedy masy się połączą przestać miksować.
Śmietankę kremówkę delikatnie ubić. Powinna zgęstnieć, ale nie być bardzo sztywna.
Jeden bezowy blat położyć na paterze lub talerzu. Wyłożyć na niego 3/4 kremu mascarpone. Na kremie rozłożyć małe porcje konfitury z płatków róży. Na to rozłożyć plastry truskawek i 3/4 bitej śmietany.
Przykryć całość drugim bezowym blatem i lekko docisnąć. 
Na wierzchu rozłożyć resztę kremu i bitej śmietany.
Udekorować truskawkami, listkami mięty, płatkami róż.
Pavlova najlepiej smakuje po nocy spędzonej w lodówce.

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Kalabryjska 'nduja i grzanki z ziołowym serkiem kozim i pieczoną młodą cebulką



Ostatni miesiąc to był dla mnie bardzo ciekawyy czas. Pełen nowych wyzwań, zadań i doświadczeń. Miesiąc pełen niespodzianek, intensywnej pracy, wielu radości i nowo poznanych osób.  A do tego matura syna, która trwała praktycznie przez cały maj. Dużo się działo, ale będę bardzo miło wspominać ten czas. 
Czasami w naszym życiu przytrafia się coś nowego, czego wcale nie planowaliśmy i okazuje się to bardzo dobrą odmianą.

Dzisiaj zwalniam obroty. 
Syn będzie w Paryżu do końca miesiąca, ciesząc się z najdłuższych w życiu wakacji, a ja planuję cieszyć się początkiem lata w mieście. Wolnymi popołudniami, jazdą na rowerze z potarganymi włosami i zbliżającym się przedłużonym weekendem nad morzem.  

Ostatnio trochę zaniedbałam gotowanie i zakupy na targu, więc z tym większą radością cieszę się z truskawek, młodych buraczków i cebulki, czereśni... i całego pozostałego bogactwa warzyw i owoców.

Mam słabość do młodej cebulki o tej porze roku. Kupuję ją w ilościach hurtowych. Kanapka na razowym chlebie z pomidorem i młodą cebulką to teraz moje ulubione danie. Lubię ją też w formie pieczonej. Odrobina octu balsamicznego nadaje jej zupełnie inny smak.

Dzisiejszy przepis będzie z wykorzystaniem jej właśnie w takiej formie.
Grzanki na podpieczonym, dobrym chlebie posmarowane pastą z koziego serka i ricotty z dodatkiem ziół. Do tego podpieczona młoda cebulka i pikantny akcent z kiełbasy "nduja.

'Nduja to miękka kiełbasa, bardzo pikantna, rozpowszechniona w całej Kalabrii, ale pochodząca z okolic Monte Poro. Nie ma pewności co do jej pochodzenia. Jedni twierdzą, że jest spokrewniona z francuską andouille, rozpowszechnioną dzięki Hiszpanom.


"Nduja to kalabryjska, miękka i bardzo pikantna kiełbasa, która jest raczej bazą lub dodatkiem do dań, a nie wędliną do samodzielnego jedzenia. Można ją oczywiście rozsmarować na kawałku chleba, ale przeważnie używana jest jako dodatek. Kawałek kiełbasy (bez osłonki) trzeba włożyć do rondelka na rozgrzaną oliwę i rozgniatać drewnianą łyżką, aż rozpuści i stworzy gęsty sos. Po dodaniu do niej makaronu tworzy wręcz gotowy, pikantny sos. Można nią też polać upieczoną pizzę, ugotowaną fasolę lub dodać do zupy minestrone.

"Nduja pochodzi z okolic miasta Spilinga (tam też 8 sierpnia odbywa się coroczny festiwal jej poświęcony), ale obecnie jest produkowana w całej Kalabrii. Wytwarza się ją z tłustego mięsa wieprzowego i bardzo dużej ilości papryki (peperoncino) słodkiej i pikantnej. Do wędzenia używa się przeważnie drzewa oliwkowego i akacjowego. Następnie poddawana jest procesowi dojrzewania przez 90-150 dni.

Kiełbasę 'nduja można kupić również w słoiku (ja właśnie taką kupiłam).
Jeżeli chcecie skorzystać z poniższego przepisu, a nie macie dostępu do 'nduji, użyjcie pokrojonej w drobną kostkę i podsmażonej na oliwie kiełbasy chorizo.
W Polsce można kupić kiełbasę przez internet między innymi TUTAJ, TUTAJ lub TUTAJ.

Przepis na focaccię z pieczoną cebulką znajdziecie TUTAJ, a na jej cienką wersję z pesto z młodej cebulki i ziół TUTAJ.



Grzanki z ziołowym serkiem, pieczoną młodą cebulką i kiełbasą 'nduja

125 serka ricotta
50 g serka koziego miękkiego (do smarowania)
skórka z 1 cytryny
sok z 1/2 cytryny
25 g posiekanych listków natki
25 g posiekanych listków bazylii
10 g posiekanych listków  mięty2szczypty posiekanych igiełek rozmarynu
6 czarnych oliwek (posiekanych)
6-8 cebulek dymek (przekrojonych na pół)
2 łyżki octu balsamicznego  1 łyżeczka cukru
2 łyżki oliwy 

1 łyżka lub 1 plaster kiełbasy 'nduja (można zastąpić ewentualnie chorizo)
1 łyżka oliwy 

oliwa do posmarowania chleba
chleb na zakwasie lub ciabatta

Nagrzać piekarnik do 160 stopni.
Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia i ułożyć na niej dymki. Posypać je cukrem i solą, polać octem balsamicznym i oliwą. Wymieszać. Wstawić do piekarnika i piec 10 - 12 minut. Cebulki powinny zmięknąć i lekko się zrumienić. 
W misce wymieszać oba rodzaje sera, skórkę i sok z cytryny, oliwki i zioła, Doprawić do smaku solą.

W małym rondelku podsmażyć na oliwie kiełbasę, rozgniatając ją łyżką. Powinna utworzyć sos i lekko się zrumienić.


Zrumienić kromki chleba. Posmarować je oliwą. Rozsmarować na nich serek z ziołami, a na wierzchu ułożyć zrumienione cebulki. Całość polać sosem z kiełbasy 'nduja.

W małym rondelku podsmażyć na oliwie kiełbasę, rozgniatając ją łyżką. Powinna utworzyć sos i lekko się zrumienić.



wtorek, 23 maja 2017

Zdrowo i lekko. Tabbouleh inaczej. Z kaszy quinoa (komosy ryżowej) i warzyw.


W końcu nadeszło upragnione słońce i ciepło. W każdy weekend bite są rekordy w wypożyczeniu rowerów miejskich. Na ścieżkach rowerowych tworzą się korki, a na brzegu rzeki odpoczywają tłumy mieszkańców.
Wszyscy (prawie wszyscy) są spragnieni ruchu, słońca i lżejszego jedzenia

Mój dzisiejszy przepis sprawdzi się jako lekki, zdrowy posiłek na upalny dzień. Sałatkę można przyrządzić wcześniej i wziąć ze sobą na piknik, na wycieczkę lub do pracy. Oprócz super zdrowej kaszy quinoa ma w sobie równie zdrowe brokuły i marchew.
Proste jedzenie, które można jeść bezkarnie ;-) i co równie ważna ta sałatka smakuje doskonale.

Tabbouleh z ziaren quinoa

oliwa z oliwek do smażenia
1 mała cebula (drobno posiekana)
250 g startej marchwi (duże oczka tartki)
300 g brokułów (pokrojonych na różyczki i drobno zmiksowanych w malakserze do wielkości kaszy gryczanej)
300 g ugotowanej kaszy quinoa (komosy ryżowej) - ok. 150 nieugotowanej
100 g obranych pistacji (można użyć innych orzechów lub ziaren słonecznika, dyni))

sos
75 ml oliwy z oliwek 
starta skórka i sok z 1 cytryny
10 g posiekanego szczypiorku
1 ząbek czosnku (starty lub przeciśnięty przez praskę)
1/2 łyżeczki musztardy z Dijon
1 łyżeczka syropu klonowego lub miodu
sól do smaku

Na patelni rozgrzać oliwę. Podsmażyć delikatnie cebulę, żeby zmiękła i stała się szklista. Dodać marchew i smażyć mieszając przez 2-3 minuty. Dodać brokuły i smażyć całość 2-3 minuty. Marchew i brokuły powinny pozostać chrupkie. 

Przełożyć całość do miski. 
Wymieszać składniki sosu i polać nim jeszcze ciepłe warzywa w misce. Dodać kaszę quinoa, pistacje i delikatnie całość wymieszać. 

Podawać po wystudzeniu.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails